Obserwatorzy

niedziela, 30 grudnia 2012

O wszystkim czyli o niczym...

Święta, święta  i po świętach. Mam wrażenie że ten czas spędzony przy świątecznym stole w gronie rodziny minął wręcz w expresowym tempie. Ale przecież wszystko co dobre szybko się kończy więc tego można było się spodziewać. Pozostały wspomnienia, piękne prezenty i dodatkowe kilogramy - ale to skutek uboczny mojej słabej woli która padła zupełnie podczas wigilijnej kolacji i nie podniosła się już do końca tygodnia. Od jutra zacznę ją powoli podnosić , żeby od 1-go stycznia przejść na zaplanowaną dietę - od tego postanowienia już nie ma odwrotu :) 
Źródło: www.samsung.com
Poza tym od dziś jesteśmy z M. właścicielami nowej praleczki - w ramach ubezpieczenia wymienili naszą starą zepsutą  na nową zupełnie za darmo :) Mało tego wymienili nam na taki model jaki chcieliśmy, dopłaciliśmy tylko za dodatkowe ubezpieczenie bo przekonaliśmy się na własnej skórze że warto. Zrobiłam już pierwsze pranie i jestem zadowolona, praleczka jest bardzo cicha, ma dużo możliwości jeśli chodzi o programy prania i jest super oszczędna jeśli chodzi o zużycie wody i prądu. Oby działała nam jak najdłużej :)  Dużo czytaliśmy o niej w internecie, pytaliśmy w kilku sklepach i opinie miała dobre, żeby nie powiedzieć bardzo dobre , tak więc liczę na to że pomieszka u nas kilka lat :) 

Świąteczne obżarstwo tak mnie rozleniwiło że przez cały tydzień nie znalazłam chwili czasu aby odwiedzić moje ulubione blogi, mam ogromne zaległości, które muszę w niedługim czasie nadrobić. Już się doczekać nie mogę żeby dowiedzieć się co u Was i jak minęły Wam święta no i jakie macie plany na Sylwestra :) 
A tymczasem wielkimi krokami zbliża się poniedziałek, niestety zarówno ja jak i M. idziemy jutro do pracy :( Przez to że miałam prawie tydzień wolnego czuję jakiś dziwny niepokój przed jutrzejszym dniem. Jakieś nerwy, wewnętrzny niepokój i drżenie w żołądku - zupełnie jak przed egzaminem. Ech... Mam nadzieję że jutro będziemy pracować krócej , nie do 16-tej. Chociaż nigdy nic nie wiadomo - różnie może być, w tej firmie wszystko się może zdarzyć :( A jeśli o poniedziałki chodzi to poniższy rysunek chyba najlepiej go określa ;)

Źródło: internet


niedziela, 23 grudnia 2012

...

Jest niedziela, dochodzi 19 i właśnie teraz u mnie zaczyna się weekend, bo dopiero teraz po całym tygodniu pracy i przygotowań przedświątecznych mogę spokojnie usiąść i odpocząć. Niestety mój weekend potrwa tylko kilka godzin bo jutro idę do pracy :(( A po pracy w samochód i w drogę do Mamy na Wigilię... I przy życiu trzyma mnie tylko fakt że będziemy tam do piątku... Prezenty już zapakowane, ciasta upieczone, ryby też już czekają na zjedzenie. Postanowiłam że dziś złożę wszystkim życzenia bo potem ogarnięta rodzinną świąteczną atmosferą mogę nie mieć takiej możliwości.

Najszczersze życzenia.
Pięknych i radosnych nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia,
Świąt spędzonych w rodzinnej atmosferze,
Abyście znaleźli dużo kolorowych prezentów pod zieloną choinką,
Świąt które, dadzą wam trochę radości i odpoczynku,
A co najważniejsze nadzieje na Nowy Rok,
Aby był dużo lepszy od obecnego.


  

czwartek, 20 grudnia 2012

OSZALEJE!!

Co za okropny dzień... W pracy wszyscy powariowali, zamieszanie, wszystko na ostatnia chwile przed końcem roku trzeba robić. Na dodatek jestem sama z moją robotą bo koleżanka która pracuje na moim projekcie opiekuje się mężem który złamał sobie nogę poprawiając firankę z parapetu... Ja nie wiem w co ręce włożyć najpierw, dzień w dzień boli mnie głowa. Dziś na dodatek 2 godziny wracałam z pracy - korki takie ze się odechciewa wchodzić do autobusu. Ludzie powariowali, wszyscy nagle wyszli z domów i zakupy robią, załatwiają różne sprawy jakby w roku mało dni było! Wkurza mnie to wszystko i już się weekendu doczekać nie mogę bo jeszcze jeden dzień w tym wariatkowie i chyba sama bym oszalała !

Źródło: internet

niedziela, 16 grudnia 2012

W ogóle i w szczególe...

Ostatnio mam wrażenie że czas przyspieszył... Ucieka przede mną a ja desperacko staram się go dogonić - niestety coraz mniej mi to wychodzi. Tydzień składa się dla mnie z samych pracujących dni, bo z pracy wracam wieczorem a w weekendy nadrabiam zaległości związane ze sprzątaniem, gotowaniem, praniem, prasowaniem, a teraz jeszcze doszły przygotowania przedświąteczne i szukanie prezentów. Uffff... nie mam mocy! Wczoraj późnym wieczorem usiedliśmy z M. przed telewizorem - ja z kieliszkiem wina M. z drinkiem - i było mi tak dobrze że chciałam żeby czas się zatrzymał. Brakuje mi czasu tylko dla nas dwojga, bez martwienia się o innych, załatwiania wszystkich niezbędnych spraw. Chciałabym się wyciszyć i odpłynąć - póki co niewykonalne. 
Odebrałam wyniki badań mikrobiologicznych, które musiałam wykonać przed drożnością jajowodów - okazało się że coś wyszło nie tak i badania trzeba powtórzyć. :( Zabieg drożności oczywiście przełożony został na bliżej nieokreślony termin, dopóki badania nie wyjdą prawidłowo. Wszystko odwleka się strasznie w czasie. Ja ostatnio skupiam się na tym żeby zrzucić kilka kilogramów ale wokół tyle pokus że jest mi ciężko. Mam jednak silną motywację - zajście w ciążę, więc choćby się waliło i paliło czekolada mnie nie skusi, o nie! Myśl o posiadaniu dziecka trzyma mnie w pionie i nie mogę sobie pozwolić na bezsensowne skoki w bok dla kawałka chwilowej przyjemności.
 W tym tygodniu spotkała mnie też bardzo mila niespodzianka. Dostałam maila... Maila który bardzo mnie zaskoczył, ale ogromnie pozytywnie. Napisała do mnie dziewczyna, która także prowadzi bloga. Odwiedzamy się wzajemnie w naszych wirtualnych światach i łączą nas podobne problemy. Napisała do mnie. Cieszę się że się odważyła i że zrobiła pierwszy krok. Ja pewnie nigdy nie zdecydowałabym się napisać do Niej, tchórz ze mnie. Wymieniłyśmy kilka maili i jestem pewna że na tych kilku nasza korespondencja się nie skończy. Dobrze mieć kontakt z kimś kto ma podobny problem, można sobie jakoś pomóc, wymienić opinie, podzielić się obawami a niejednokrotnie taka znajomość działa terapeutycznie.  Pozdrawiam Cię Kochana! :)   
A tak z zupełnie innej beczki to dziś ubrałam choinkę. Jakoś tak mnie naszła ochota więc pomyślałam, a co! Wolno mi :) Malutka ale śliczna, miga kolorowymi światełkami i bardzo poprawia humor :)

sobota, 8 grudnia 2012

W skrócie i 6 trupów w wannie...

Ten tydzień to była istna masakra. Nie dość że muszę w pracy zastępować koleżankę która poszła na urlop  to jeszcze w tym tygodniu pech nie ominął naszej rodziny. Mama męża trafiła do szpitala na intensywną terapię z podejrzeniem zawalu serca. Oczywiście nie muszę (i nawet nie chcę) pisać o tym jak nas to wszystkich zestresowała, ile niechcianych wrażeń dostarczyło i jak bardzo martwiliśmy się o nią. Na szczęście okazało się że to nie był zawał i po kilku dniach wypisano Teściową ze szpitala. Kamienie spadły nam z serc. No ale w tej sytuacji o imprezie - niespodziance urodzinowej dla M. nie mogło być mowy więc została przełożona na bliżej nieokreślony termin. Niestety wszystko się wydało bo musiałam dzisiaj odebrać zamówiony tort którego  zamówienia niestety nie udało mi się anulować. M. mimo to wydawał się być bardzo zaskoczony a tort pokroiliśmy na 4 równe części i rozdaliśmy rodzinie. 
A poza tym mamy w wannie 6 trupów... karpi :) Kupiliśmy dziś 6 karpi na Wigilię i "zamordowane" przynieśliśmy do domu. M. właśnie je patroszy. Zamrozimy i nie będziemy się musieli martwić później. A jednego M. zażyczył sobie jutro na obiad ... ech... :) Cóż poradzić na karpiożercę :) Nie mam siły nawet pisać więcej, marzę o tym aby już dzisiaj nic nie robić, tylko leżeć i patrzeć w sufit. Po tylu emocjach w tym tygodniu  czuję  się jakby mnie walec przejechał.  

niedziela, 2 grudnia 2012

Koniec laby...

Wszystko co dobre szybko się kończy, tak więc i moje słodkie lenistwo na L4 dobiega końca. Dziś ostatni dzień tego wspaniałego i błogiego czasu. Staram się nie myśleć o tym, o której jutro muszę wstać... Pogoda jak na złość przestała nas rozpieszczać i od wczoraj mamy lekki przymrozek więc trzeba będzie ubierać się cieplej, no i chyba przeproszę się z moją czapką bo moje zatoki mogłyby nie wytrzymać takich niskich temperatur. 
A poza tym wraz z pierwszym grudnia dopadł mnie jakiś bardzo świąteczny nastrój, nucę sobie świąteczne piosenki, atmosferę świąt wzmagają też świąteczne reklamy których coraz więcej w telewizji i radio. To wszystko spowodowało we mnie nagłą potrzebę upichcenia czegoś świątecznego i w efekcie powstały świąteczne pierniczki :)) Produkcja szła taśmowo, ja wałkowałam i wycinałam a M. na zmianę wkładał i wyjmował blachy z kolejnymi porcjami ciastek z piekarnika :) W efekcie wyszło nam ponad 100 pierniczków, z tym że kilkanaście się lekko przypaliło :) Teraz leżakują sobie w pudełeczkach i puszkach żeby do świat ładnie zmięknąć :) Z niecierpliwością czekamy też na moment kiedy będziemy je lukrować :)) To zawsze jest super zajęcie i taki swojego rodzaju powrót do dzieciństwa :)  Mam nadzieję że oprzemy się oboje pokusie i pierniczki dotrwają do Świąt :)



A tymczasem leniwa niedziela trwa w najlepsze. Oczywiście na stole dziś niedzielna zupa czyli rosół. Nie wiem dlaczego, ale u mnie w domu zawsze w niedzielę podawało się rosół i tak mi zostało. Nie wyobrażam sobie rosołu we wtorek, środę, czwartek... Nieeee! :)

piątek, 30 listopada 2012

Pół na pól i bułki bez mąki :)

Nie wszystko poszło po mojej myśli... Jeśli chodzi o lekarza - to poszło gładko i dostałam L4 do końca tygodnia, ale niestety z noga jeszcze nie jest OK i lekarz powiedział że może boleć jeszcze dłuuugo... A co do pralki - niestety na nową nie ma co liczyć, pan majster stwierdził że wystarczy wymienić jakąś część i będzie działać jak nowa... Ech... ale to nie to samo co nowa niestety :( Na część trzeba poczekać około tygodnia, potem umówić się na założenie tego nowego cuda - nie wiem czy mnie nowy rok nie zastanie z naprawą tej pralki. No cóż, oby nie.  
A wczoraj naszła mnie ochota na domowej roboty bułki, trochę inne niż wszystkie. Przepisem podzieliła się ze mną kiedyś koleżanka i postanowiłam go wreszcie wypróbować. Efekt mnie zaskoczył bardzo pozytywnie.  Tak więc przedstawiam bułki bez mąki :)) 

Przepis jest bardzo prosty, jeśli ktoś miałby ochotę takie buły sobie zrobić to oto on.

 
BUŁKI Z OTRĘBAMI I TWAROGIEM

Składniki:

-12 łyżek otrąb (jakich chcesz)
- kostka twarogu (250g)
- 3 jajka
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- sól
- ziarna słonecznika (mogą być dyni,sezamu, siemie lniane co chcesz)

- opcjonalnie 1 ząbek czosnku

Przygotowanie:

- twaróg rozgnieść widelcem lub zmielić w maszynce
- wymieszać z otrębami
- dodać żółtka, sól, ziarna słonecznika i wymieszać
- dodać białka ubite na pianę
- odstawić na 15 minut
- wyłożyć na blaszkę z papierem do pieczenia
- piec 25-30 minut w 180 stopniach


Proste, szybkie i zdrowe :) Bez mąki :)
Z tej ilości składników wychodzi około 6 mniejszych bułek albo 4 duże.
Moje wyszły dość płaskie bo niepotrzebnie rozpłaszczyłam je łyżką podczas nakładania na blaszkę. Następnym razem nie popełnię tego błędu. 
Bułki zostały zjedzone błyskawicznie na kolację, dziś pozostało mi po nich tyko pyszne wspomnienie. Nawet mój Mąż , który nie przepada za dietetycznym jedzeniem i tego typu eksperymentami kulinarnymi zajadał się że mu się uszy trzęsły :) Jutro na śniadanko też będą domowe bułeczki i na pewno będą często gościć na naszym stole :) 
 
Smacznego :)


 

środa, 28 listopada 2012

Dzień (nie) jak co dzień...

Źródło: internet
Dziś rozstrzygnie się bardzo ważna kwestia - czy moje słodko-gorzkie lenistwo zakończy się z dniem dzisiejszym czy też może będzie mi dane korzystać z niego jeszcze do końca tygodnia...O 16 wizyta u chirurga o dość śmiesznym nazwisku jak dla lekarza :) Ale wróćmy do nogi...  Hmmm... w mojej ocenie noga jest jeszcze w nieciekawym stanie, zważywszy na to, że czuję dość duży dyskomfort podczas chodzenia - powinnam jeszcze te dwa dni posiedzieć w domu. Ale to moje pobożne życzenie, a co powie lekarz  - zobaczymy. 
Tymczasem czekam na specjalistę do naprawy pralek, bo moja niestety zaniemogła. Nie wiem czy uda się ją uratować, mam nadzieję, że nie bo wtedy (w ramach gwarancji) firma zafunduje nam nową :)) Tak więc trzymamy kciuki za nienaprawienie pralki :)) (a co, można czasami być samolubem) :) Tymczasem dopijam kawkę i postaram się znaleźć jakąś dobra cukiernie, bo przecież muszę zamówić tort dla M. na przyszły weekend :))  
A tak a propos tortów i kalorii , jak tylko moja noga wydobrzeje postanowiłam zacząć codziennie ćwiczyć. Przyda mi się zrzucić kilka kilogramów a i kondycję tez wypadałoby sobie poprawić :) Ostatnio "na topie" jest ćwiczenie z Ewą Chodakowska - może i ja się dam porwać tej fali? Hmmm...    


poniedziałek, 26 listopada 2012

Lenistwo kontrolowane

Piękne poniedziałkowe przedpołudnie, słońce wdziera się nachalnie przez okna do wnętrza pokoju przecudownie je oświetlając i nadając wnętrzu cudnego ciepłego i nastrojowego wyglądu. Z głośników płyną delikatne nuty  piosenek Sade a ja popijając kawę rozkoszuje się tym wszystkim. Przez głowę przebiegają mi różne myśli ale spokojnie, jakby w zwolnionym tempie, bez zbędnej nerwowości. Ten czas jest dla mnie i chcę go wykorzystać w 100% na relax. Towarzyszy mi tez jakieś dziwaczne uczucie ulgi pomieszanej z poczuciem winy... głupie to ale tak właśnie jest. Czuję się tak zawsze kiedy z jakiegoś powodu nie idę do pracy. Tym razem powód mam bardzo mocny - w zasadzie jestem po wypadku i L4 należy mi się jak psu buda ale jakoś to dziwne uczucie mnie nie opuszcza. Ale cóż, staram się je odgonić jak najdalej od siebie i nie pozwolę wrócić :)  Do środy mogę bezkarnie siedzieć sobie w domu (a właściwie to powinnam leżeć z nogą w górze). Lubię takie dni które mogę od czasu do czasu spędzić sama ze sobą.

Źródło: internet

 

piątek, 23 listopada 2012

Wypadek...

Plan był taki, pójdę na 7 dziś do pracy, wyjdę wcześniej i pojedziemy do mojej Mamy na cały weekend... No i tak zrobiłam, wstałam przed 6, zebrałam się, autobus się nawet nie spóźnił więc ucieszyło mnie to bardzo i kiedy już miałam wysiadać kierowca tak gwałtownie zahamował że wszystkich rzuciło do przodu łącznie ze mną. I może wszystko byłoby OK gdyby nie to że moja noga utknęła w przejściu za siedzeniem a mnie popchnęła dziewczyna upadając na moją nogę i miażdżąc udo... Finał tej historii jest taki że mam krwiaka jakiego świat nie widział, L4 do przyszłej środy i pełne portki ze strachu. Idę jeszcze dziś na wizytę do chirurga bo bordowo-fioletowe udo bardzo mnie boli... Ech... Nie ma to jak miłe zakończenie tygodnia pracy ... :/ A dzisiaj w nocy śniło mi się że byłam w szpitalu , czyżby to miała być dla mnie przestroga przed tym co mnie dziś czeka? Hmmm...

Źródło: internet


  

środa, 21 listopada 2012

Ciężko mi...

Czuję się jakbym miała jakieś cholerne deja vu... Już kiedyś w tym miejscu byłam i zatoczyłam koło wracając do punktu wyjścia. Po wizycie u mojej ginekolog nie poczułam zamierzonej ulgi, wręcz przeciwnie. Poczułam jakby jakiś wielki kamień na mnie spadł. Noszę go od wczoraj i ciężko mi z nim. Zalecenia takie jak kiedyś już dostałam, w dalszym ciągu luteina no i skierowanie do specjalisty od niepłodności - tym razem innego, podobno dobrego. Oby! Niestety terminy są strasznie odległe na fundusz więc postanowiłam nie czekać do przyszłego roku tylko pójść  na prywatną wizytę. Czeka mnie znów cały pakiet badań hormonalnych do zrobienia, zapewne nowy pan doktor zaleci badanie drożności jajowodów, może jeszcze jakieś inne badanie... Ech... Czego się nie robi żeby móc wreszcie potrzymać w ramionach swoje maleństwo... Mam nadzieję że nastąpi to już niedługo.


niedziela, 18 listopada 2012

Pragnienia...

Weekend już prawie się skończył, przed nami kolejny tydzień pracy, nowych wyzwań i oby samych pozytywnych przeżyć. Postanowiłam wybrać się w tym tygodniu do mojej ginekolog, luteina już na wykończeniu więc przydałaby się recepta a poza tym z naszych planów ciążowych ciągle nic nie wychodzi więc z pytaniem "Co teraz?" wybieram się na wizytę. Przez chwilę nie myślałam o tych naszych niepowodzeniach, nie miałam w zasadzie nawet czasu myśleć, tyle się ostatnio działo , nowa praca, wyjazdy... Nie było czasu na zamartwianie się brakiem ciąży. Ale obawy wróciły jak bumerang więc trzeba coś z tym zrobić. Luteina którą zażywam jakoś nie pomaga, może trzeba coś mocniejszego? Już sama nie wiem, nie mam siły znowu się zamartwiać bo wiem że to tylko szkodzi a korzyści z tego nie ma żadnych. Kupiłam dwa opakowania testów owulacyjnych, od wczoraj sprawdzam czy to już, ale jak na razie nic... Jedna kreska - brak owulacji. Ech... ciągle pod górkę....  
Dziś byliśmy na spacerze, minęliśmy setki młodych małżeństw z dziećmi. Niektóre z maluszkami jeszcze w wózkach, inne z dziećmi które szły grzecznie z rodzicami za rączkę... Aż mnie ściskało w gardle kiedy patrzyłam jacy są szczęśliwi, uśmiechnięci ... A my, ciągle we dwoje :( Najbardziej wzruszył mnie widok młodego taty z synkiem, szli za rękę. Tata opowiadał synowi o smoku wawelskim a mały aż buzię otwierał , taki był zasłuchany w każde słowo taty... Pomyślałam sobie wtedy czy kiedykolwiek mój M. będzie tak z naszym dzieckiem chodził na spacerki? Boże, tak bym chciała żeby tak było... 

Źródło: internet

czwartek, 15 listopada 2012

Byle do piątku... :)

Już jutro piąteczek, upragniony przeze mnie dzień tygodnia . Myślę o nim dosłownie od poniedziałku i nie mogę się już doczekać kiedy jutro o 16 zamkną się za mną drzwi biura i wreszcie zacznie się weekend. Mimo że mam w planach spędzić go raczej aktywnie to wprost nie mogę się doczekać. W dużej mierze jest to spowodowane tym, że praca moja dobija mnie z dnia na dzień coraz bardziej, coraz więcej obowiązków a czas niestety nie chce się rozciągać i 16 wybija nieubłaganie. Ma to swoje plusy, bo nie dłuży mi się w pracy, oj nie! Ale  nadgodziny zaczynają stawać się codziennością a mi wcale się to nie podoba. Staram się nie narzekać bo przecież tak długo szukałam pracy, że grzechem byłoby nie cieszyć się kiedy wreszcie się ją ma, ale... No właśnie, zawsze musi być jakieś ale...  W tym przypadku ale dotyczy szefowej, która nie zauważa podstawowych problemów związanych z brakami kadrowymi, z natłokiem obowiązków i z podziałem ich między nas... No ale cóż, nie każdy ma szczęście mieć super szefa, a moją szefową trafnie określa poniższy napis :)


wtorek, 13 listopada 2012

Plany... listy.... zapiski....

Ostatnio złapałam się na tym że planuję dużo na najbliższy czas... Oby tylko wszystko poszło po mojej myśli. Plany gonią się wzajemnie, począwszy od wizyty u ginekologa, przez wyjazd na urodziny do mojego chrześniaka a na urodzinowej imprezie niespodziance dla mojego męża skończywszy ... No i po drodze różne drobne załatwienia, msza za dziadka, odwiedziny u rodziny, mikołajki, imieniny M. i tak dalej ... Muszę sobie to jakoś wszystko poukładać, zaplanować tak, żeby ze wszystkimi przygotowaniami zdążyć. Najważniejsze to prezenty, dla chrześniaka pewnie jakaś zabawka a dla męża... hmmm... jeszcze zobaczymy. No i oczywiście przygotowanie jakiegoś urodzinowego menu. Za zrobienie tortu raczej się nie zabiorę bo na 100% nikt by go jeść nie chciał, ale postaram się zamówić coś dobrego. Musze zrobić listę składników na sałatki, może jakieś ciepłe danie, myślę że upiekę sernik więc wszystko co do zrobienia go kupić trzeba... Ech... muszę zacząć już  to wszystko spisywać i powoli gromadzić bo tak na prawdę czas ucieka nieubłaganie a w tygodniu wolnego czasu mam jak na lekarstwo bo praca pochłania większą część mojego dnia... 
A tak na marginesie... Jaki prezent kupiłabyś swojemu mężowi na urodziny? Liczę na jakieś podpowiedzi :)) 


czwartek, 8 listopada 2012

Nominacje do zabawy :)

Ostatnio otrzymałam od dwóch wspaniałych blogerek nominacje do blogowej zabawy. I tak to właśnie stałam się uczestniczką dwóch zabaw -
do pierwszej wybrała mnie EjBi z bloga http://ejbieverydaylife.blogspot.com/ 
a do drugiej zostałam nominowana przez Jasmine z bloga http://nieprzeczytany.blogspot.com/ .

Tak więc zaczynamy. 

LIEBSTER AWARD

Najpierw zasady gry :)

,,Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę" Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

 Pytania od EjBi:

1. Zakupy w sklepie, secondhandzie czy internecie? 
w sklepie
 
2. Ulubiona bajka z dzieciństwa?
Gumisie i Smerfy
 
3. Mieszkanie czy dom?
dom
 
4. Ulubiona potrawa?
hmmm...nie mogę się zdecydować na jedną ;)
 
5. Wymarzony prezent pod choinkę?
zegarek Michaela Korsa :)
 
6. Ukochane miejsce na ziemi
wszędzie tam gdzie mój mąż
 
7. Co podoba Ci się najbardziej w Twoim życiu?
to że mam wspaniałą rodzinę  

8. Jaka jest Twoja największa słabość?
brak pewności siebie
 
9. Impreza czy wieczór z książką?
 wieczór z książką

10. Ulubiony przedmiot w szkole?
j. polski ;)

11. Córeczka mamusi czy tatusia?
mamusi

Moje pytania dla Was :)

1. Na słodko czy na słono? 
2. Wanna czy prysznic? 
3. Ubrania stonowane czy kolorowe?
4. Pies czy kot? 
5. Kino czy teatr? 
6. Pióro czy długopis?
7.Szarlotka czy sernik?
8.Szminka czy błyszczyk?
9.Samochód czy  autobus/tramwaj?
10.Thriller czy komedia?
11. Kartka urodzinowa czy życzenia sms'em?

Moje nominacje do zabawy (oczywiście jeśli macie ochotę, będzie mi bardzo miło jeśli przyjmiecie zaproszenie) :)

 
Teraz kolej na druga zabawę , zaproponowaną przez Jasmine, której serdecznie dziękuję  :))
 
 
7 FAKTÓW O SOBIE

Cała zabawa polega na napisaniu 7 faktów o sobie i nominowaniu kolejnych blogów do tejże zabawy.

 
Zasady są następujące:  
 
1. Nominować trzeba 15 blogów
2. Poinformować wybrańców o wyróżnieniu
3. Zdradzić 7 faktów o sobie  
4. Podziękować za nominację
5. Zawiesić nagrodę na swoim blogu.
 
Tak więc, zaczynamy:
 
1. Jestem bardzo wrażliwa
2. Często płaczę podczas słuchania muzyki
3. Boję  się śmierci
4. Nie cierpię swojej pracy
5. Marzę o dziecku
6. Uwielbiam czytać książki
7. Chcę pojechać do Indii


 Co do nominacji blogerów, oto one :)

Kobieta przed 30 - http://eveleo.blogspot.com/

wtorek, 6 listopada 2012

Nie miała baba problemu...

Nie miała baba problemu - znalazła sobie pracę. Ostatnio pracy mi przybywa, i są dni takie jak dzisiejszy, kiedy nie ma wyjścia i trzeba zostać po godzinach. Martwi mnie fakt, że praca zamiast z czasem stawać się bardziej przyjemną staje się coraz bardziej męczącą, stresującą i nawet bywa  że śni mi się w nocy. Nie wiem czy to normalne, ale mam cichą nadzieję że to przejściowa sytuacja i będzie lepiej. Po tak intensywnej pracy nie mam już na nic siły więc trzeba odreagować, zostawić problemy związane z pracą za progiem i porządnie się zrelaksować. Tak też dziś zrobię, wreszcie sięgnę po gazetę, którą kupiłam już dość dawno i jakoś do tej pory nie było okazji jej przejrzeć. Na odstresowanie także dawka czekolady i aromaterapia połączona z muzykoterapią ...No i przede wszystkim telefon do Męża, jego niski głos też działa na mnie bardzo kojąco...


poniedziałek, 5 listopada 2012

Wzmacnianie włosów

Od dłuższego czasu szukam super środków wzmacniających włosy, gdyż mam problem z ich wypadaniem. Natknęłam się na informacje o ampułkach, które wciera się w skórę głowy i maja one za zadanie wzmocnić cebulki włosów i zapobiec ich wypadaniu. Jak mówi stare powiedzenie że "tonący brzytwy się chwyta" ja pobiegłam do apteki i chwyciłam się ampułek z nadzieja że z nimi nie utonę. Zakupiłam wtedy ampułki Radical (pisałam o tym TUTAJ ). Stosowałam je codziennie przez dwa tygodnie i wykończyłam wszystkie jakiś tydzień temu.

No i cóż, czy są efekty? Hmmm... Nie ma jakiś oszałamiających efektów, moje włosy nie przestały wypadać ( może wypada ich odrobinę mniej), ALE!! Zauważyłam, że wcieranie tych ampułek pobudziło wzrost nowych włosów i zaczynają się pojawiać króciutkie włoski przy skórze, zwłaszcza dobrze widoczne na linii włosów przy czole :) I teraz zastanawiam się czy jest to faktycznie zasługa wcieranego preparatu czy może pobudzenia skóry głowy codziennym masażem, który chcąc - nie chcąc wykonywałam rozprowadzając ampułki po skórze głowy. Sama nie wiem, wiem że rosną mi nowe włosy :) Postanowiłam kupić kolejne opakowanie, czyli kurację na kolejne dwa tygodnie. Może wtedy zadziała także przeciw wypadaniu włosów.  Zaopatrzyłam się również w suplement diety ( aby nie tylko od zewnątrz wzmacniać włosy ale także od środka) zawierający w swoim składzie wyciąg ze skrzypu polnego, drożdże i witaminy... Zobaczymy, może da to jakieś bardziej spektakularne efekty. Zmieniłam także szampon i odżywkę na specjalistyczne produkty przeciw wypadaniu włosów. Jakiś czas temu używałam tego szamponu i wtedy pomógł, mam nadzieję że i tym razem tak będzie.  






 źródło:  http://dermena.pharmena.pl/


Mam nadzieję że taka kumulacja tych wszystkich specyfików przyniesie zamierzony efekt.

niedziela, 4 listopada 2012

Odliczanie i prasowanie

Moja niedziela zaczęła się dziś bardzo wcześnie, bo o 5:30 rano... Wstaliśmy tak wcześnie bo M. dziś pojechał do Francji na szkolenie. Przygotowałam prowiant na drogę, poprzytulałam się na zapas (musi mi wystarczyć na cały tydzień) i pomachałam w drzwiach kiedy wychodził.  Tęsknię już za nim i denerwuję się o to żeby szczęśliwie dojechał. No i żeby nie myśleć o tym w kółko musiałam sobie znaleźć jakieś zajęcie. Postanowiłam wreszcie okiełznać górę prasowania które straszy, reszta która się nie zmieściła na kupie wisi jeszcze na suszarce. Dramat, nie wiem nawet kiedy się tego tak dużo nazbierało... No ale  jak powszechnie wiadomo nic tak nie działa odprężająco jak prasowanie ;)))  (ale tak na poważnie to ta góreczka mnie lekko przeraża , no ale cóż, czas start) :)

A potem... potem pomaluję sobie paznokcie, zrobię coś dobrego do jedzenia i oddam się w wir czytania, bo zaległości sobie narobiłam  w tej materii przez ten chroniczny brak czasu ... No i oczywiście cały czas chodzę z komórką przy du**e żeby przypadkiem nie przegapić jakiejś wiadomości od M.  Mam nadzieję że wszystko idzie zgodnie z planem.

sobota, 3 listopada 2012

Sobota...

Pierwsza od dłuższego czasu wolna sobota, na dziś nie planowaliśmy żadnych wyjazdów, żadnych zakupów, spotkań ... nic. Jesteśmy dla siebie cały dzień w naszym mieszkanku. Postanowiliśmy skorzystać z pięknej jesiennej słonecznej pogody i zrobić wreszcie porządek z naszymi roślinami na balkonie. Część z nich musieliśmy wyrzucić gdyż były jednoroczne, iglaki przygotowaliśmy na zimę, niepotrzebne skrzynki schowaliśmy do garażu i wreszcie mogę z czystym sumieniem powiedzieć że mamy porządek i przygotowani jesteśmy pod względem ogrodniczym na nadejście zimy :) Teraz będziemy przygotowywać pyszny obiadek , M. zażyczył sobie na dziś pizze :) Tak więc dziś domowa pizza w naszym wykonaniu :) Już się nie mogę doczekać :)  Na wieczór nie mamy żadnych konkretnych planów, ale myślę że skończy się na oglądaniu czegoś w TV. Poza tym pewnie M. w ostatniej chwili będzie się pakował przed wyjazdem, gdyż jutro wyjeżdża na tygodniowe szkolenie do Francji... Pamiętam jak przed jego pierwszym takim wyjazdowym szkoleniem się denerwowałam żeby dojechał bezpiecznie i żeby wszystko było OK. Teraz tez się denerwuję, nie powiem, ale chyba zaczynam się przyzwyczajać do tych jego tygodniowych nieobecności i już planuje jak mogę ten czas wykorzystać tylko dla siebie ... Na pewno wykorzystam go w typowo babskim stylu :) Mam ochotę wybrać się do kosmetyczki i fryzjera :)) Jeśli nie będę musiała zostawać dłużej w pracy to na pewno ich odwiedzę :))  Marzy mi się zabieg na stopy Fish Pedicure , który wykonują rybki :) Zjadają one martwy naskórek przez co stopy staja się gładkie a my możemy pozbyć się z łazienki pumeksu :))  

Źródło: internet


 

czwartek, 1 listopada 2012

...

Dzień wszystkich świętych... Wszędzie mówią że powinniśmy się w tym dniu radować , ale ja jakoś nie potrafię... W takim dniu jak dziś zawsze zamyślam się, zamykam w swojej skorupce i wspominam tych , których nie ma już dziś ze mną... Moich najbliższych, których wciąż kocham i kochać nie przestanę i wiem że są gdzieś przy mnie i patrzą codziennie na moje życie... Dzisiejsza pogoda także skłania do refleksji gdyż od rana pada deszcz... Melancholia wkradła się w moje myśli i nie chce ich opuścić, ale w zasadzie dobrze mi z tym... Raz do roku można się zatracić w takim nastroju...

Źródło: internet

wtorek, 30 października 2012

(NIE)ZDROWE EMOCJE

Jako zodiakalny rak jestem raczej osobą uprzejmą, sympatyczną,wrażliwą ale także zdarza mi się że jestem kapryśna i niecierpliwa. O osobach spod tego znaku mówi się także że są pełne uczuć i emocji. Ostatnio zastanawiałam się nad tym, jak często i jak różne emocje mi towarzyszą i doszłam do wniosku że co jak co ale emocji w moim życiu nie brakuje - niekoniecznie w dobrym tego słowa znaczeniu. Emocje towarzyszą mi teraz przede wszystkim w pracy, głównie dlatego że jest wiele nowych dla mnie rzeczy i nie zawsze wszystko układa się jak po maśle - emocje związane z pracą mogłabym zaliczyć do tym z negatywnego koszyka. A co z resztą? Powrót do domu z pracy w zatłoczonym na maxa autobusie i w korkach także wywołuje u mnie negatywne emocje - nawet bardzo. Dużym pozytywem jest dla mnie wieczór z mężem i wtedy bez wątpliwości pod sufitem fruwają tylko pozytywne emocje :)) Ale czy jest jakiś sposób na to aby ktoś taki jak ja, kto bierze sobie wszystko za bardzo do siebie i przejmuje się najdrobniejszą pierdołą wyluzował i zamienił negatywne emocje na pozytywne ? Szukam takiego sposobu od dawna, nie umiem się wyluzować, chodzę spięta kiedy mam do czynienia z najdrobniejszą dla mnie nowością, chcę ze wszystkich sił żeby mi wyszło to co sobie zaplanowałam, to co należy do moich obowiązków ale czasami nie jest to możliwe - wtedy stres mnie ogarnia i na plecach nosze cały worek negatywnych emocji... To straszne uczucie które wyżera mnie od środka i nie mogę skupić myśli na niczym innym. Jedynym antidotum na to pandemonium jest wtulić się w ramiona mojego kochanego męża w domowym zaciszu i wtedy wszystko wydaje się takie proste, każda góra do zdobycia... Ale są chwile kiedy tych ramion brak i wtedy... znów dźwigam wór z żarłocznymi emocjami :( Powtarzam sobie że szkoda zdrowia, nerwów, że prędzej czy później to wywrze na mnie jakiś negatywny skutek - ale to silniejsze ode mnie... Taki charakter - mówią inni, ale czy to jest tylko kwestia charakteru?  Może .... no może....  

Źródło: internet

czwartek, 25 października 2012

Przedwczesny prezent imieninowy

Spotkanie z koleżankami na kawie czasami bywa zaskakujące... Niby nic, spotkanie na ploty przy dobrej kawie i niemiłosiernie słodkim ciachu jak zwykle a tu niespodzianka... I nic wcześniej nie puściły pary z gęby. Żadna z nich...Okazało się że spotkała mnie przemiła niespodzianka - zostałam obdarowana przedwczesnym prezentem imieninowym :))) A przedwczesnym dlatego że imieniny moje dopiero w poniedziałek. Prezent trafiony w 10-kę bo książka taka jaką sama chciałabym sobie kupić a kolczyki bardzo oryginalne które przyjechały do mnie aż z Kolumbii idealnie trafiają w mój gust - zarówno jeśli chodzi o kolorystykę jak i wygląd  :)))  Po ciężkim dniu to wspaniałe jego zakończenie bardzo poprawiło mi humor... :)


No a poza tym w pracy dzisiaj chyba rozwiązał się worek z rzeczami do zrobienia na JUŻ! Nie miałam czasu nawet zjeść obiadu - czyli moich pysznych kanapeczek... No cóż, czasem tak bywa, ale za to satysfakcja z tego że wszystko udało mi się zrobić na czas - bezcenna :))) 
No i jeszcze jedna niespodziewana rzecz w dniu dzisiejszym - dostałam telefon z propozycją pracy :) hehe... niestety musiałam odmówić, szkoda że dopiero teraz zadzwonili. Ciekawe ilu jeszcze pracodawców do których wysyłałam swoje CV odezwie się w przyszłości :) Z moich wyliczeń wynika że odzywają się średnio po 2-3 tygodniach. We will see :))

środa, 24 października 2012

W skrócie

Kiedy ma się zajęcie czas jeszcze szybciej ucieka...Ja zajęcie mam teraz w mojej pracy i mam wrażenie że wskazówki na zegarku przesuwają się szybciej niż wcześniej. Nawet nie wiem kiedy i już jest środa a co za tym idzie wielkimi krokami zbliża się weekend ... :) Można będzie znów trochę odpocząć po pracowitym tygodniu. Jak na razie pracuje mi się dobrze mimo że robię coś co dotąd było dla mnie tylko czarną magią. Powoli wdrażam się we wszystkie procesy i odczuwam dużą satysfakcję z tego, że moja wiedza się poszerza praktycznie z każdą minutą :) W zespole mamy nowa osobę od poniedziałku więc jest "świeże mięcho" na którym "Sępy" skupiły swoją uwagę przez co ja mam odrobinę lżej - no ale szału nie ma, ciągle jestem na językach, prawie jak jakiś celebryta. Szkoda tylko że prawie robi wielka różnicę. A dziś praktycznie w ogóle nikt nie skupiał na mnie swojej uwagi, nie milkły rozmowy kiedy przechodziłam obok, nikt nie wlepiał we mnie wzroku - dlaczego? A to dlatego że mieliśmy dziś w firmie próbną ewakuację :) Nagle zawyły syreny, rozległy się komunikaty o natychmiastowym opuszczeniu budynku i wszyscy musieli tak jak stali wyjść jak najszybciej na zewnątrz. Trwało to około pół godziny i gdyby nie to że w pośpiechu zerwałam kurtkę z wieszaka to chyba bym zamarzła :) A jutro też szykują się w firmie atrakcje - obchodzimy jakiś jubileusz firmy więc mają być różnego typu przemówienia przez pól dnia a to oznacza że jutro będzie mało pracy :))  Ale z drugiej strony pewnie będzie trzeba wszystko nadrobić w piątek - no ale o to będę martwić się w piątek :)) A teraz pyszna herbatka i książka w ciepłym łóżeczku :)

Źródło: internet

 

niedziela, 21 października 2012

Udane zakupy :)

Wiem, wiem... Miałam się relaxować, nic nie robić, leżeć do góry brzuchem i mieć wszystko w d... :) Ale po leniwy poranek, pyszna jajecznica na śniadanko i dłuuugie picie porannej kawy znużyły mnie dość poważnie. Miał być odpoczynek a skończyło się na wyjściu z domu i nie po to aby relaxować się na spacerze podczas pięknej pogody. Namówiłam M. na coś za czym on nie przepada a mianowicie na wspólne zakupy. I finał tego wypadu do centrum handlowego mógł być nie wesoły gdybyśmy wrócili z pustymi rękami , ale na całe szczęście  obłowiliśmy się z M. w potrzebne nam na zimę rzeczy.  I tak oto stałam się szczęśliwą właścicielką dwóch zimowych kurtek - jedna bardziej elegancka, na "większe" okazje , druga sportowa, bardzo ciepła, wodo i wiatroodporna.

Źródło: http://www.kappahl.pl/
Źródło: http://www.kappahl.pl/
Mój mąż kupił sobie wreszcie buty, o które suszyłam mu głowę od kilku tygodni :))  Jest z nich bardzo zadowolony i ukradkiem ogląda je z uśmiechem na twarzy :) 
Tym sposobem moja lista zakupów rzeczy potrzebnych zmniejszyła się o dwie bardzo ważne pozycje :) Teraz jeszcze ważna sprawa to jakieś cieple buty no i czapka z szalikiem :)  
Po zakupach (które zajęły nam większą część dnia, ale w zasadzie były też częścią terapii relaksacyjnej jednak tylko dla mnie , bo u M. wywołują one raczej wzbierającą złość) zrobiłam pyszną zapiekankę ziemniaczaną na obiad, a wieczorkiem było winko i były tez świece i było bardzo romantycznie - czyli w zasadzie założenia relaksacyjne z dnia poprzedniego zostały wprowadzone w życie :)) 
A dziś już gotują się gołąbki bez zawijania - mam nadzieję że wyjdą dobre bo robię je po raz pierwszy :) Czeka tez na nas film, który mamy w planach obejrzeć po południu i pewnie znów sięgniemy po kieliszeczek winka w ramach terapii relaksacyjnej :)  

piątek, 19 października 2012

Zasłużony relax :)

No i minął pierwszy tydzień pracy - niestety niezbyt pracująco bo nie mam jeszcze nadanych dostępów do wielu programów.  Nieco lepiej poznałam moje koleżanki - wrażenia bardzo mieszane i chyba jeszcze wszystko się zmieni - na poznanie kogoś potrzeba dużo czasu. Są niestety takie dziewczyny które wkurzają mnie niemiłosiernie swoim podejściem do mnie - próbują mi pokazać że skoro jestem nowa to mam się ich słuchać i nie wychylać z jakimi kolwiek pomysłami , najlepiej cicho siedzieć , przytakiwać i nie pytać o nic.  Są dwie takie które pracują tam chyba od początku świata i myślą że pozjadały wszystkie rozumy, że powinnam je podziwiać i wielbić na każdym kroku. Próbują mnie "testować" wypytując co o kim myślę - pewnie tylko dlatego żeby potem rozsiewać ploty  że "nowa" kogoś obgadała - ale jestem wyczulona na takie podchody i nie daję się czym oczywiście dwa dinozaury są wielce zawiedzione. :) Poza tym reszta załogi całkiem OK, dziewczyny raczej w moim wieku i całkiem normalne. W poniedziałek mam zacząć pracę przy jakimś poważniejszym projekcie więc może wreszcie coś się zacznie dziać. Ale mimo tego że w pracy niewiele jak na razie się dzieje to jakoś nie mogę sobie poukładać mojego dnia tak żeby się z wszystkim wyrobić - w domu przez korki na drogach jestem przed 18 i potem nie wiem w co ręce włożyć więc zazwyczaj jemy z M. kolację, myjemy się i wskakujemy do łóżka żeby następnego dnia nie wstawać po 5-ciu drzemkach w budziku... Planowałam że w weekend nadrobię zaległości w sprzątaniu, zakupach, praniu , gotowaniu ale plany zmieniłam. Postanowiłam nie przejmować się przesadnie przyziemnymi sprawami i poza praniem nie robić nic  tylko relaxować się po tygodniu pracy  :)) A co! Wolno mi :)  

 A najbardziej cieszy mnie fakt że nie będę musiała wstawać o 6 rano tylko wyśpię się porządnie :))) Chowam dzisiaj wszystkie budziki, alarm w komórce też już wyłączyłam i będziemy się z M. wylegiwać jutro do oporu, aż nas kości od leżenia rozbolą :)
Oboje potrzebujemy wytchnienia po tym tygodniu, mój M. w pracy miał ciężki tydzień a na dodatek wczoraj miał wypadek samochodowy i oboje mieliśmy przez to bardzo nerwowy dzień. Na szczęście nic mu się nie stało, tylko samochód lekko ucierpiał - ale samochód to rzecz nabyta, dzięki Bogu M. jest cały i zdrowy. Tak więc jutro choćby sie waliło i paliło nic nas rano z łóżka nie wyciągnie... :))

poniedziałek, 15 października 2012

Pierwszy dzień w pracy :)

Dziś mój pierwszy dzień w nowej pracy... Jestem zdenerwowana, mam w głowie mętlik, nie wiem co mnie czeka, jacy ludzie, jaki szef? Czy będzie mi tam dobrze... ? Hmmm... mam wiele wątpliwości i więcej myśli na sekundę niż okien w moim bloku... (a jest ich bardzo bardzo dużo)... Jak to będzie? ech... Mam nadzieję że nie tak strasznie jak na tym zdjęciu... :)
Źródło: internet

 Uśmiech i do przodu!

Dopisane godz. 19.00

No i przeżyłam... Jestem cała i zdrowa - zarówno na ciele jak i umyśle :) 
Stresu zawsze u mnie więcej niż cała sytuacja warta no ale cóż, ten typ tak ma. 
Zostałam przedstawiona całemu zespołowi i każdemu z osobna. Co do osób z którymi będę współpracować to na razie nie mogę nic konkretnego powiedzieć - po pierwszym dniu nic o nikim nie wiem, a oceniać po pozorach nie mam zamiaru więc zobaczymy. W moim zespole jest 17 osób - same babki w przedziale wiekowym 30-60 lat więc będzie wesoło :) No ale co się spodziewać po księgowości, facetów tam jak na lekarstwo. Jest ich kilku w innych  zespołach ale raczej nie będę miała  z nimi okazji pracować - inny dział. Moja bezpośrednia przełożona trochę "dziwna", jakby flegmatyczna , bardzo głośno mówi i śmiesznie chodzi - obym nie miała z nią żadnych spięć. 
Dziś w zasadzie nie robiłam nic poza wypełnieniem tony papierów swoimi danymi osobowymi i złożeniem miliona autografów. Nie mam jeszcze dostępów do systemu więc pewnie się ponudzę jeszcze kilka dni. 
Zauważyłam że panuje w tej firmie korporacyjny zwyczaj jedzenia lunchu w barku na dole lub przynoszenia sobie obiadu (dosłownie dwóch dań) do odgrzania w pracy. W czasie przerwy pachnie w całym biurze, dziś królował szapach bigosu :) Ciekawe jak będzie jutro :)) Muszę pomyśleć nad swoim manu bo cały tydzień na kanapkach to nie będzie zbyt dobry pomysł... Może jakaś sałatka? Albo naleśniki? Hmmm...
Fajnym pomysłem jest ekspres do kawy do dyspozycji pracowników - nic tak nie pobudza do pracy jak mocna kawka :) 
Jutro drugi dzień - oby bezstresowy :)

środa, 10 października 2012

To co tygryski lubią najbardziej :)

Od dłuższego czasu nie mogłam sobie pozwolić na kupienie tego co chciałam, skupiałam się raczej na rzeczach potrzebnych a raczej niezbędnych aby nie tracić bez potrzeby pieniędzy. Ale cóż, teraz kiedy mam pracę nie muszę tak zaciskać pasa więc dziś odrobinę zaszalałam i zrobiłam zakupy o których marzyłam już od dawna :) I tak szalejąc po sklepach w moje ręce wpadło kilka produktów kosmetycznych no i upragnione ciuchy :)) Jestem tak zadowolona i szczęśliwa że nie mogę się oprzeć pokusie podzielenia się z Wami moimi zdobyczami :)
Nie mogłam przejść obojętnie obok Sephory, obiecałam sobie że jak będę wreszcie przy kasie to kupię sobie kępki rzęs - czytałam wiele opinii o nich że są bardzo dobre i bardzo naturalnie wyglądają na oku :)) No i cóż, są teraz moje :) Dodatkowo dostałam próbkę kremu pod prysznic o zapachu mango :)  Do rzęs dokupiłam w Inglocie klej - podobno najlepszy jaki może być :) Wiele osób się nim zachwycało więc zobaczymy czy i ja się nim zachwycę :) 



 
 A na końcu Rossmann i płyn micelarny z Ziaji :)

Z kosmetycznych łupów to byłoby na tyle , ale jeszcze łupy ciuchowe :)) Jupii! :)
Od kilku godzin jestem szczęśliwą posiadaczką dwóch bawełnianych golfów z Orsay'a 

 
oraz swetra z Croop'a w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia... na prawdę nie mogłam przejść obojętnie :)


Sweterek to mój  najlepszy zakup odzieżowy od dłuższego czasu, jest milutki, sięga do bioder więc jak dla mnie długość idealna , ma słodką małą kieszonkę , dekolt w łódeczkę który lekko odsłania ramiona i ma śliczny szary kolor przeplatany srebrną nitką dzięki czemu pięknie połyskuje... Moja miłość :)
Moja lista zakupów jest jeszcze bardzo długa, bo przydały by mi się jeszcze:
-buty zimowe
-ciepła zimowa kurtka
-kalosze
-czapka, szalik i rękawiczki
-dżinsy
... ale będę dawkować sobie tą przyjemność... :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...