Obserwatorzy

wtorek, 17 października 2017

Elementarz 2-latka Wydawnictwa Ameet - Biblioteczka Malucha testowanie + recenzja

Książki od zawsze mnie fascynowały. Czytanie w pewnym momencie mojego życia stało się moja pasją i pochłaniałam je w ilościach hurtowych. Dziś z tymi ilościami jakby bardziej detalicznie ale staram się w wakacje nadrabiać zaległości czytelnicze (zawód: młoda matka nie pozostawia zbyt wiele wolnego czasu). Oprócz przyjemności jaką czerpię z samego czytania wiele radości powoduje u mnie szelest przekręcanych kartek i zapach farby drukarskiej. Jest w tym coś mistycznego :-)  Bardzo chciałam zaszczepić w moim synku taką miłość do książek jaką mam w sobie i chyba mi się to udaje. Nasza biblioteczka malucha powiększa się z dnia na dzień i pojawiają się w niej coraz to ciekawsze pozycje . I ostatnio również nasz księgozbiór się powiększył. 


Dzięki uprzejmości portalu www.familie.pl w ramach Wielkiego testowania książek dla najmłodszych mogliśmy poznać i "przetestować" Elementarz 2-latka wydawnictwa Ameet.


Na początek może słów kilka o wyglądzie zewnętrznym książki. Książka w twardej oprawie ze ściętymi rogami czyli idealnie dla małego dziecka, ponieważ nie da się ani połamać okładki a przy zrzuceniu ksiązki ze stolika ani książce ani Maluchowi nic się nie stanie. Książeczka jest dość spora dzięki czemu dziecku łatwiej jest ją przeglądać. W środku 20 stron wykonanych z grubego, śliskiego papieru odpornego na zniszczenia, zabrudzenia, rozdarcia czy szarpanie małych rączek. To co dla mnie jest dużym plusem to to, że książeczka jest szyta, dzięki czemu przy długotrwałym użytkowaniu wszystkie kartki pozostaną na swoim miejscu.
Okładka jest bardzo kolorowa, przyciaga wzrok małego człowieka ale nie ma na niej przesadnie dużo szczegółów. P r z e j r z y s t o ś ć to jeden z przymiotników jakim mogłabym opisać całą tą książeczkę, gdyż nie tyczy się ona tylko okładki, ale tez tego co znajdziemy w środku. Jest to ogromna zaleta tej książeczki.
Gdy otworzymy książeczkę, na pierwszej stronie znajdziemy specjalne miejsce na podpis. Świetny pomysł! Możemy spersonalizować książeczkę wraz z dzieckiem co spowoduje, że będzie ono jeszcze chętniej po nią sięgać. 

Na poszczególnych stronach znajdziemy zakładki tematyczne, które dzielą książkę na sekcje. Mamy ich w książce 10:
1. Zwierzęta
2. Bawimy się
3. Jemy
4. Liczymy
5. Uczucia
6. Podróżujemy
7. Kolory
8. Ubieramy się
9. Przeciwieństwa
10. Pory roku

Zobrazowanie tych najważniejszych zagadnień pomaga pokazać Maluchowi świat,a to wszystko czytelnie i kolorowo. Ponadto przy każdym zagadnieniu dziecko jest angażowane do zabawy dzięki zamieszczonym pytaniom lub zadaniom które musi wykonać przy pomocy zamieszczonych ilustracji. Oczywistym jest, że dziecko w wieku 2-ch lat nie umie jeszcze czytać więc do pomocy niezbędny jest rodzic. Wspólne czytanie + świetna zabawa = cudownie spędzony razem czas. To też dobra okazja aby zacząć poznawać literki. Każdy obrazek jest podpisany dużą, pogrubioną, wyraźną czcionką.

Moim zdaniem książka jest dopracowana i fajnie przemyślana. Dzięki Disneyowskim bohaterom znanym z bajek dziecko chętniej sięga po nią. Ta książeczka pomaga ćwiczyć spostrzegawczość i uczy najważniejszych zagadnień, które powinien poznać 2-latek. Ta książka daje dużo więcej możliwości niż mogłoby się wydawać.

Kiedy pierwszy raz pokazałam książeczkę mojemu Synkowi od razu sie nią zainteresował. Usiadł grzecznie przy mnie i zaczęliśmy oglądać. To była prawdziwa przyjemność, Synek bardzo aktywnie uczestniczyl w tym czytaniu, wskazywał paluszkiem narysowane postaci o które go pytałam, a także sam zadawał mi zagadki i pytał "Co to?". Spędziliśmy z tą książeczką dużo czasu i sporo nowych rzeczy się nauczyliśmy a także ćwiczyliśmy nowe słowa które dzięki książeczce chętniej wymawia mój Syn. Ksiązka w naszej ocenie uzyskała 10/10 :-) 




piątek, 29 września 2017

Nowa kampania ambasadorska Le Petit Marseillais już za chwilę! :-) #truskawkowylpm, #twojachwilalpm #ambasadorkaLPM

Na portalu Ambasadorka Kosmetyczna LPM rusza właśnie kolejna rekrutacja do kampanii ambasadorskiej Le Petit Marseillais! Jeśli chcesz zostać jedną z Ambasadorek i cieszyć sie produktami LPM - nie czekaj, kliknij w link ---> https://ambasadorkalpm.pl/ i weź udział w rekrutacji. Najbliższa kampania obfitować będzie w produkty, które pozwola zapomnieć o jesiennej pogodzie i przeniosą Cię w przyjemny letni czas.


Zachęcam do rejestracji, ponieważ zostanie Ambasadorką to wspaniała zabawa oraz możliwość poznania produktów Le Petit Marseillais

#truskawkowylpm, #twojachwilalpm  #ambasadorkaLPM

wtorek, 26 września 2017

Le Petit Marseillais dla mojego Mężczyzny - Kampania Ambasadorska #poczujmeskanature #ambasadorkalpm

Źródło: http://www.le-petit-marseillais.pl/
Jakiś czas temu Portal Ambasadorek Le Petit Marseillais ogłosił, że poszukuje chętnych osób do kampanii ambasadorskiej żeli pod prysznic dla mężczyzn. Nie zastanawiając się długo zgłosiłam się z nadzieją że zostanę wybrana i tak też się stało. Bardzo się ucieszyłam kiedy otrzymałam maila potwierdzającego moje uczestnictwo w tej kampanii a szczęście było podwójne bo później cieszył się też mój mąż dla którego produkt miał przyjść  w paczce :-) Świetny pomysł aby stworzyć taka kampanię z produktami dla mężczyzn, przeważnie to kobiece kosmetyki są wysyłane do testów  tak więc tutaj miłe zaskoczenie i plus dla LPM, że pomyślało także o panach. 
Kilka dni po otrzymaniu pozytywnej wiadomości do moich drzwi zapukał kurier i wręczył mi paczkę.  Niecierpliwie rozpakowywałam karton aż wreszcie moim oczom ukazało się to eleganckie pudełko. 

Zdziwiłam się kiedy w środku zobaczyłam nie jeden a dwa produkty a zdziwienie było jeszcze większe kiedy okazało się że ten drugi jest dla mnie :-) LPM zadbało o nas oboje  :-) Poza tym w pudełku znalazłam także list przewodni oraz książeczkę w której  znajdują się opisy produktów LPM oraz krótki przewodnik po zadaniach jakie Ambasadorka ma do wykonania w kampanii. 

Kiedy wręczyłam Mężowi paczkę najpierw był zaskoczony ponieważ nie mówiłam mu wcześniej, że zgłaszam się do kampanii ambasadorskiej LPM, ale po chwili bardzo się ucieszył i zaczął rozpakowywać paczkę i oglądać swój prezent. 
W paczce znalazł Żel pod prysznic 3w1Minerały i Drzewo Cedrowe o pojemności 400ml. Zapach bardzo męski ale nie "ciężki", powiedziałabym że orzeźwiający. Wyczuwalne lekkie morskie tony połączone z nutką cedru tworzą niepowtarzalny zapach który z pewnością rozbudzi zmysły podczas porannego prysznica. We mnie wzbudził bardzo miłe skojarzenia. A co mówi o tym produkcie producent? 

"Żel pod prysznic o zapachu minerałów i drzewa cedrowego Le Petit Marseillais przywodzi na myśl szybkie tempo życia.

Zapach cedru dzięki swoim świeżym nutom idealnie splata się z morską lekkością minerałów, symbolizując szczerość i klarowność. Pasuje do mężczyzny, który na co dzień mierzy się z wyzwaniami wymagającymi odwagi i stanowczego podejmowania decyzji. " (Źródło: http://www.le-petit-marseillais.pl/artyku%C5%82/nowa-linia-zeli-pod-prysznic-dla-mezczyzn-le-petit-marseillais).




Wąchając go Mąż stwierdził że ten zapach przypomina mu nasz pobyt nad morzem i przywołuje bardzo miłe skojarzenia. Z tym się zgadzam w 100% ponieważ ja także wąchając ten produkt miałam podobnie. Jeśli chodzi o jego odczucia podczas używania produktu to również wyrażał się o nim w wpozytywny sposób. Fajnie sie pieni, jest wydajny, opakowanie dobrze trzyma się mokrą dłonią i nie wyślizguje się a żel dzięki swojej konsystencji nie spływa z gąbki czy z dłoni. Bardzo dobry na wyjazdy ponieważ to produkt 3w1 którym można umyć nie tylko ciało ale także twarz i włosy więc w kosmetyczce można zamiast trzech produktów mieć tylko jeden - Żel 3w1 LPM :-) Ogólnie według mojego męża nie ma się do czego przyczepić i daje mu 10/10 :-)

Podczas weekendu mieliśmy gości, odwiedziło nas kilkoro znajomych pochwaliliśmy sie przed nimi otrzymaną paczka i uczestnictwem w kampanii. Mąż pokazał swój prezent od LPM i panowie jednogłośnie orzekli, że produkt fajnie pachni ei chętnie każdy z nich miałby go w swojej łazience. Niestety ni emieliśmy żadnych próbek aby im dać. 

Podsumowując męska część mojej rodziny i przyjaciele jednogłośnie orzekli, że Żel pod prysznic 3w1Minerały i Drzewo Cedrowe jest bardzo męskim ale jednocześnie  lekkim i orzeźwiającym zapachem który świetnie odświeżyłby męską skórę podczas letnich upałów.

  


Na koniec słów kilka o żelu, który w paczce przeznaczony był dla mnie. Mowa o Pielęgnującym Żelu do Mycia Odświeżenie, Algi Morskie i Minerały Morskie o pojemności 250ml. Jeśli chodzi o zapach to utrzymany w tym samym tonie co żel dla męża, czyli lekki, orzeźwiający morski zapach. Fajna buteleczka w sam raz pasująca do małej damskiej dłoni. Producent o produkcie:

"Odkryj dobroczynne działanie składników pochodzenia naturalnego zamkniętych w Pielęgnującym Żelu do mycia Le Petit Marseillais!
Algi Morskie są prawdziwym skarbem z głębi Morza Śródziemnego, który od zawsze jest wykorzystywany w zabiegach pielęgnacyjnych.
Minerały morskie są znane z bogactwa cennych dla skóry soli mineralnych oraz magnezu.Formuła kosmetyku do mycia sprawia, że skóra po prysznicu pozostaje oczyszczona, wyjątkowo miękka, nawilżona i otulona świeżością bryzy morskiej." 

(źródło: http://www.le-petit-marseillais.pl/zele-pod-prysznic/le-petit-marseillais-pielegnujacy-zel-do-mycia-algi-morskie-i-mineraly-morskie).

Skóra po użyciu tego żelu pięknie pachnie, jest fajnie nawilżona i miękka. W zasadzie nie ma konieczności nakładania balsamu. Jestem bardzo zadowolona z produktu i myślę, że sięgne po kolejne opakowanie.


#poczujmeskanature #ambasadorkalpm

środa, 20 września 2017

Łamańce językowe wydawnictwa Wilga - biblioteczka Malucha TESTOWANIE

Książki od zawsze mnie fascynowały. Czytanie w pewnym momencie mojego życia stało się moja pasją i pochłaniałam je w ilościach hurtowych. Dziś z tymi ilościami jakby bardziej detalicznie ale staram się w wakacje nadrabiać zaległości czytelnicze (zawód: młoda matka nie pozostawia zbyt wiele wolnego czasu). Oprócz przyjemności jaką czerpię z samego czytania wiele radości powoduje u mnie szelest przekręcanych kartek i zapach farby drukarskiej. Jest w tym coś mistycznego :-)  Bardzo chciałam zaszczepić w moim synku taką miłość do książek jaką mam w sobie i chyba mi się to udaje. Nasza biblioteczka malucha powiększa się z dnia na dzień i pojawiają się w niej coraz to ciekawsze pozycje . I ostatnio również nasz księgozbiór się powiększył. 


Dzięki uprzejmości portalu www.familie.pl w ramach Klubu Czytelniczego Wydawnictwa Wilga mogliśmy poznać i "przetestować" dwie wspaniałe książki. "Ząb zupa zębowa" oraz "Wyrewolwerowany rewolwerowiec" to łamańce językowe autorstwa Krzysztofa Kiełbasińskieg

Książeczki w twardych oprawach, bardzo ładnie wydane, z małą ilością tekstu, ale za to z pięknymi, dużymi ilustracjami. Warty podkreślenia jest fakt, iż książki są bardzo porządnie oprawione i co ważne szyte więc wielokrotne przeglądanie , czytanie i przekręcanie kartek im nie zaszkodzi. 

W obu książkach znajdziemy bardziej lub mniej znane rymowanki, które są napisane w taki sposób, aby trzeba było się wysilić i pogimnastykować buzię by poprawnie je wypowiedzieć - czyli tak zwane łamańce językowe. Tematyka obu książeczek różni się od siebie. W książce pt.: "Wyrewolwerowany rewolwerowiec" znajdziemy rymowanki głównie o tematyce dzikiego zachodu, Indian i kowbojów. Druga natomiast "Ząb zupa zębowa" zawiera dość eklektyczny zbiór wierszyków, gdyż znajdziemy tu rymowankę o królu, żołnierzach, malarzu czy też kościotrupie :-). Tak więc dla każdego coś się znajdzie.

Nie mogę się oprzeć aby nie napisać już teraz tego, że obie książki są tak przepięknie i kolorowo ilustrowane, iż nie sposób oderwać od nich wzroku. Mój syn bardzo długo w każdą się wnikliwie wpatrywał, ponieważ fantastycznie odwzorowują  krótkie rymowane historyjki przez co angażują czytelnika do włączenia wyobraźni. Dla mnie jako dla osoby dorosłej również ilustracje są ciekawe, postaci z wierszyków przedstawione są w humorystyczny sposób, jest dużo różnych szczegółów na ilustracjach dzięki czemu można sobie dokładnie zobrazować wierszyk, stworzyć jego dalszy ciąg lub wymyślić nową historyjkę. 

Te książki dają dużo więcej możliwości niż mogłoby się wydawać. Przydadzą się także rodzicom dzieci, które mają problemy z poprawnym mówieniem a nie chcą wykonywać ćwiczeń logopedycznych. Te śmieszne wierszyki z pewnością zachęcą do ich powtarzania a przez to i ćwiczeń w usprawnianiu artykulacji. 

Bardzo polecam obie książeczki zarówno dla małych dzieci jak i dla większych.
Czytałam Synkowi wszystkie wierszyki na głos i szczerze się przyznam, że niektóre z nich sprawiły mi niemały kłopot i rzeczywiście można sobie na nich połamać język :-) Było przy tym dużo śmiechu, dobrej zabawy i cudownie spędzonego wspólnie czasu. 

wtorek, 12 września 2017

Fotoobraz Saal-Digital - recenzja

Źródło: www.saal-digital.pl
Dzięki uprzejmości firmy Saal-Digital miałam możliwość przetestować cudowny fotoobraz, który pięknie zdobi ścianę w moim salonie. Ale od początku...

Saal-Digital to wiodący europejski producent fotoproduktów. Należą do nich m.in. fotoksiążki, odbitki, plakaty, fotokalendarze, fotokartki, fotoobrazy oraz fotoprezenty. Otrzymałam od nich kupon o wartości aż 250zł !!! w ramach którego mogłam stworzyć swój jedy i niepowtarzalny fotoobraz. Bardzo ucieszył mnie ten fakt i od razu przystąpiłam do projektowania.

Ja wybrałam fotoobraz o wymiarach 40x40, Alu-Dibond (bezpośredni druk UV na Dibond), mocowanie aluminiowe.

Zaprojektowanie fotoobrazu jest dziecinnie proste dzięki aplikacji, która jest do pobrania na stronie Saal-Digital. Dzięki temu nie trzeba się martwić o ściągnięcie z sieci jakiegoś edytora zdjęć. Program ten daje wiele możliwości i możemy stworzyć na prawdę taki fotoobraz, jaki tylko wymyślimy. W pierwszym kroku należy należy wybrać dokładnie jaki produkt chcemy otrzymać, jaki ma mieć wymiar, jakie mocowanie, w drugim kroku wgrywamy zdjęcia a w trzecim sprawdzamy czy się zgadza nasze zamówienie, wybieramy formę płatności, wpisujemy ewentualne kody zniżkowe, podajemy dane do wysyłki i wysyłamy zamówienie. Wszystko dziecinnie proste :-) Aplikacja bardzo przyjemna w użyciu, bardzo intuicyjna i z pewnością laik z sobie z nią poradzi. Aplikację oceniam na 10/10.

Bardzo zaskoczyło mnie tempo jakie ma Saal-Digital w produkcji swoich produktów. Kolejnego dnia po złożeniu zamówienia miałam na mailu potwierdzenie, że moje zamówienie zostało zrealizowane i jest przygotowywane do wysyłki. Po trzech dniach Fotoobraz był już u mnie. Niesamowite, za takie tempo dostawy daje 10/10. 

Fotoobraz był bardzo solidnie zapakowana. Owinięty solidnie folią, włożony w bardzo sztywną tekturę. Podczas transportu nic nie miało się prawa stać z produktem, i oczywiście otrzymałam go w stanie idealnym, bez żadnych uszkodzeń wynikających z transportu. To jest super. Za przygotowanie do transportu 10/10.

Zdjęcie, które wykorzystałam do wykonania fotoobrazu pięknie się prezentuje, rozdzielczość nie pozostawia nic do życzenia, jakość jest bardzo wysoka a przy tym maksymalna ostrość. Nasycenie kolorów jest takie, że patrzą na obraz wydaje się jakby były na nim żywe postacie. Matowe wykończenie sprawiają że nie odbija się światło i obraz dobrze ogląda się pod każdym kątem. Absolutnie 10/10 za wykonanie! Totalne zaskoczenie. Trzymając ten produkt w rękach czuje się, że mamy do czynienia z produktem o wysokiej jakości. 


Jestem bardzo zadowolona, produkt mnie totalnie zaskoczył swoją jakością i z pewnością będziemy z duma pokazywać go naszym znajomym i rodzinie. Gorąco polecam. Ja z pewnością skorzystam jeszcze z usług Saal-Digital aby stworzyć niepowtarzalną fotoksiążkę, fotoobraz czy fotozeszyt dla siebie i dla moich bliskich. 


Ogólna ocena 10/10. Nie może być inaczej. 

poniedziałek, 4 września 2017

Fotoksiążka Saal-Digital - recenzja

Dzięki uprzejmości firmy Saal-Digital miałam możliwość przetestować wspaniały produkt. Jestem z niego bardzo zadowolona, a w tekście poniżej napiszę dlaczego.

Saal-Digital to wiodący europejski producent fotoproduktów. Należą do nich m.in. fotoksiążki, odbitki, plakaty, fotokalendarze, fotokartki, fotoobrazy oraz fotoprezenty. Otrzymałam od nich kupon o wartości 150zł w ramach którego mogłam stworzyć swoją jedyną i niepowtarzalną fotoksiążkę w której ukrywają się moje wspomnienia.  Bardzo ucieszył mnie ten fakt i od razu przystąpiłam do projektowania.

Ja wybrałam fotoksiążkę o wymiarach 19x19, z matową okładką bez watowania, kod kreskowy-standard, matowe strony wewnętrzne, ilość stron 26.

Zaprojektowanie fotoksiążki jest dziecinnie proste dzięki aplikacji, która jest do pobrania na stronie Saal-Digital. Dzięki temu nie trzeba się martwić o ściągnięcie z sieci jakiegoś edytora zdjęć. Program ten daje wiele możliwości i możemy stworzyć na prawdę taką fotoksiążkę , jaką tylko wymyślimy. W pierwszym kroku należy należy wybrać dokładnie jaki produkt chcemy otrzymać, jaki rodzaj okładki, jakie wnętrze ma posiadać, w drugim kroku wgrywamy zdjęcia a w trzecim - to zależy ile mamy czasu. Jeśli nie możemy poświęcić dłuższej chwili na dłuższą pracę z programem i samodzielne rozlokowanie zdjęć to mamy możliwość skorzystania z gotowych szablonów i wtedy zostawiamy całą robotę aplikacji  która robi to za nas. Jeśli jednak mamy czas, jesteśmy kreatywni i chcemy zrealizować sój autorski projekt na fotoksiążkę to projektujemy sami. Ja nie korzystałam z szablonów, postawiłam na swoją intuicję i taki rozkład zdjęć aby był jak najbardziej prosty. Przeważnie jedno zdjęcie na jednej stronie. Potem aplikacja przenosi nas do zakładki w której podajemy adres dostawy, sprawdzamy jeszcze raz czy się wszystko zgadza, wybieramy formę płatności i wpisujemy ewentualne kody zniżkowe ( u mnie kod pokrył całość kosztów czyli fotoobraz wraz z kosztami wysyłki) i zamawiamy. Aplikacja bardzo przyjemna w użyciu, bardzo intuicyjna i z pewnością laik z sobie z nią poradzi. Aplikację oceniam na 10/10.

Od razu muszę napisać coś, co mnie bardzo zaskoczyło, a mianowicie tempo jakie ma Saal-Digital w produkcji swoich produktów. Kolejnego dnia po złożeniu zamówienia miałam na mailu potwierdzenie, że moje zamówienie zostało zrealizowane i jest przygotowywane do wysyłki. Po trzech dniach fotoksiążka była już u mnie. Niesamowite, za takie tempo dostawy daje 10/10. 

Skoro już o wysyłce mowa to muszę tutaj zaznaczyć, że fotoksiążka była bardzo solidnie zapakowana. Owinięta gąbczastą folią, włożona w bardzo sztywną tekturową kopertę. Podczas transportu nic nie miało sie prawa stać z produktem, i oczywiście otrzymałam go w stanie idealnym, bez żadnych uszkodzeń wynikających z transportu. To jest super. Za przygotowanie do transportu 10/10.

Pomyślałam sobie , że skoro tak szybko przesyłka znalazła się w moim domu to może jakość będzie nie taka jakbym sobie tego życzyła. Nic bardziej mylnego. Zdjęcia pięknie się prezentują na kartach książki, rozdzielczość nie pozostawia nic do życzenia, jakość papieru najwyższa. Karty książki są sztywne, nie łamią się, nie zaginają i są bardzo trwałe. Matowe strony sprawiają że nie widać odcisków palców. i to co mnie jeszcze urzekło to płaskie łączenie stron bez zagięcia na środku. Dzięki temu zdjęcie które jest na dwóch sąsiadujących stronach wygląda cudownie i nie ma brzydkiego załamania przez środek.  Absolutnie 10/10 za wykonanie! Totalne zaskoczenie. Trzymając ten produkt w rękach czuje się, że mamy do czynienia z produktem o wysokiej jakości. 


Jestem bardzo zadowolona, produkt mnie totalnie zaskoczył swoją jakością i z pewnością będziemy z duma pokazywać go naszym znajomym i rodzinie. Gorąco polecam. Ja z pewnością skorzystam jeszcze z usług Saal-Digital aby stworzyć niepowtarzalną fotoksiążkę, fotoobraz czy fotozeszyt dla siebie i dla moich bliskich. 
Ogólna ocena 10/10. Nie może być inaczej. 

UWAGA!! RABAT "Na dobry początek" 

Firma Saal-Digital dla swoich nowych klientów proponuje rabat w wysokości 75 zł do jednorazowego wykorzystania na stworzenie fotoksiążki. Więcej informacji na temat kodu rabatowego oraz fotoksiążek znajduje się pod linkiem --->

niedziela, 3 września 2017

Test jogurtów Zott Primo - Najlepszy wybór prosto z natury


Dzięki projektowi TRND Polska oraz firmie Zott miałam okazję testować jogurty Zott Primo. Radość była wielka kiedy się o tym dowiedziałam. W projekcie mogłam kupić wybrane przeze mnie jogurty naturalne Zott Primo objęte akcją. Po przesłaniu i analizie paragonów za zakup jogurtów zostają zwrócone pieniądze. W projekcie do dyspozycji jest budżet 35 złotych. 

Od TRND otrzymałam zestaw ambasadora w którym znalazłam list z krótkim opisem projektu, przewodnik projektu oraz książeczkę badania opinii.

Zakupiłam 23 jogurty ZottPrimo (co nie było prostym zadaniem bo w większości sklepów były wykupione). Połowa z nich do osobistych testów, druga połowa do rozdania znajomym.

Zakupione przeze mnie jogurty to:
Zott Primo Jogurt do picia
Zott Primo Jogurt do picia bez laktozy

Zott Primo Grecki

Zott Primo Jogurt Gęsty
Zott Primo Jogurt naturalny bez laktozy

Zott Primo Naturalny jogurt z dodatkami
Po spróbowaniu wszystkich jogurtów muszę przyznać że każdy z nich okazał się bardzo smaczny. Nie  jestem w stanie wymienić jednego ulubieńca bo każdy ma w sobie to coś i każdy pasuje mi na inną okazję. Przetestowałam też niektóre jogurty jako dodatki do innych potraw i sprawdziły się wyśmienicie.
Zott Primo Jogurty do picia świetnie sprawdzały się na wyjścia z domu. Umilały mi spacery z moim synkiem,płynna konsystencja nie wymagała uzycia łyżeczki co poza domem jest dodatkowym ułatwieniem w spożyciu jogurtu, dzięki poręcznemu wieczku mogłam je przykryć i nie obawiałam się że się wyleje albo że coś mi do niego wpadnie. 
Zott Primo Jogurt grecki świetnie sprawdził się do sałatki pomieszany z aromatycznymi przyprawami oraz do zupy. Nadaje potrawom niepowtarzalny smak ale sam w sobie jest również niepowtarzalnie smaczny więc wyjadałam go również łyżeczką prosto z kubeczka.
Zott Primo Jogurt gęsty to fantastyczna przekąska na drugie śniadanie, ale sprawdził się również wybornie do obiadu, kiedy stworzył wraz z pachnącymi , świeżymi ogórkami cudowną mizerię.
Zott  Primo Jogurt naturalny bez laktozy. Fakt pozbawienia jogurtu laktozy nie ma wpływu na jego smak co jest super. Ten jogurt najczęściej wykorzystywałam do polania płatków śniadaniowych czy owsianki z owocami. Taka przekąska w ciągu dnia świetnie zaspokaja głów i jest wyśmienita w smaku.
Zott Primo Jogurt naturalny z dodatkami to moja mała przyjemność w ciągu dnia. Najczęściej trafiał do moich ust wtedy, kiedy miałam ochotę na coś słodkiego. Wspaniałe połączenie jogurtu naturalnego z owocami. Tego trzeba spróbować. 

Szczerze z ręką na sercu przyznaję, że jogurty bardzo mi zasmakowały. Do ich zakupu dodatkowo przekonuje to, iż:
- są to jogurty naturalne,
- nie zawierają cukru, 
- niektóre nie zawierają laktozy, 
- jest na prawdę duży wybór jeśli chodzi o ich konsystencję (zarówno bardzo gęste jak i całkiem płynne), 
- dla łasuchów są z różnymi dodatkami owocowymi i nie tylko (są także z musli),
- można z powodzeniem wykorzystać je w kuchni podczas kulinarnych szaleństw i eksperymentów lub po prostu do codziennego obiadu,
- doskonale sprawdzają się jako składnik zarówno ciepłych jak i zimnych dań a także jako przekąska,
- doskonale zastąpią w kuchni tradycyjną śmietanę (idealne rozwiązanie dla osób na diecie).

Założeniem projektu jest też podzielenie się jogurtami ze znajomymi i poznanie ich opinii na temat jogurtów. Tak też się stało. Jogurty zawitały do najbliższych sąsiadów, kilku znajomych i rodziny. Opinie? No chyba nie będzie zaskoczeniem kiedy napiszę że wszystkie były pozytywne. Jogurty wszystkim przypadły do gustu i każdy z nich zaskoczył moich rozmówców swoim smakiem. Ogólna ocena 5+. 

sobota, 12 sierpnia 2017

HOT EYES STEAM - Rozgrzewająca maska na oczy (recenzja)

Jakiś czas temu dzięki uprzejmości portalu Ambasadorka Kosmetyczna stałam się szczęśliwą posiadaczką maseczki rozgrzewającej na oczy HOT EYES STEAM i mogłam ją przetestować na własnej skórze. Chciałabym się podzielić swoimi wrażeniami z testowania tego produktu. Może na początek krótko o samej maseczce. 

Maska na oczy została stworzona przez IVY GmbH. Maseczka to nic innego jak opaska na oczy z uchwytami które zaczepia się za uszami aby nie spadła. Każda maseczka zapakowana jest w oddzielną saszetkę. Po wyjęciu z opakowania prezentuję się bardzo ładnie, dziewczęco co według mnie jest dodatkowym plusem który uprzyjemnia stosowanie. 


Obietnice producenta co do stosowania produktu są następujące:
"Hot Eyes Steam to rozgrzewająca maska która wygładza skórę wokół oczu i eliminuje zmęczenie. Nasza innowacyjna maska zmniejsza opuchliznę oczu już w ciągu 10 minut. Hot Eyes Steampoprawia krązenie krwi redukując cienie wokół oczu."
Tak więc jednym słowem po zastosowaniu tejże maski powinnyśmy pożegnać zmęczony wygląd, opuchliznę i cienie i poczuć w okolicy oczu przyjemne rozluźnienie i relaks.
To wszystko bardzo mnie intrygowało i postanowiłam użyć maskę po ciężkiej nocy kiedy moje oczy wyglądały na podkrążone i lekko opuchnięte. 

Maseczkę bardzo łatwo jest wyjąć z saszetki. Od razu po otwarciu czuć przyjemny zapach. Jej nałożenie też nie sprawia żadnych problemów. Po prostu przykładamy opaskę do oczu a boki zakładamy za uszy. Maseczka w kontakcie z powietrzem zaczyna się rozgrzewać i ostatecznie osiąga temperaturę 40 stopni Celcjusza. Jest to dość przyjemne ciepło, które nie powoduje uczucia dyskomfortu. Maseczkę powinniśmy pozostawić 10 minut na oczach, wtedy efekty są najlepsze, ale nie należy jej trzymać dłużej niż 15 minut. Producent ostrzega również aby nie stosować maski jeśli uprzednio nałożyłyśmy na skórę krem, użyliśmy kropli do oczu, jeśli występują jakiekolwiek podrażnienia w okolicy na którą zostanie nałożona maska, przed nałożeniem maski należy także zdjąć soczewki kontaktowe.

Polecam aby nastawić sobie timer który poinformuje nas ze właśnie minęło 10 minut. Leżenie w tej maseczce jest zdradliwe i można sobie niechcący przedłużyć czas relaksu.
Moje wrażenia po zastosowaniu były pozytywne, opuchlizna lekko się zmniejszyła, cienie jakby bledsze. Bardzo byłam zadowolona z wygładzenia tej okolicy, była fajnie nawilżona i bardzo gładka, poprawiło się też dzięki temu napięcie skóry co miało wpływ na poprawę spojrzenia. Ogólnie uważam że maska spełnia swoje zadanie dobrze i warto ją mieć w swojej kosmetyczce na czarną godzinę.

środa, 28 czerwca 2017

Canpol Babys - gratka dla mam prowadzących blogi

Zródło: http://canpolbabies.com/pl/blogosfera
Wiele Mam, które opiekują się na co dzień w domu swoimi dziećmi często prowadzi blogi. Ja jestem właśnie taka mamą i chciałabym polecić Wam coś co mi osobiście bardzo się spodobało. Możliwość testowania produktów dla naszych pociech i późniejsza ich ocena właśnie na łamach Waszych blogów. Myślę, że jest to super sprawa i nam Mamom jak i naszym pociechom umożliwia zapoznanie się z produktami firmy Canpol Babys w domowym zaciszu. Poza tym, że możesz zostać testerką możesz również zorganizować na swoim blogu konkurs dla swoich czytelników w którym nagrodami będą również akcesoria dla dzieci. Co trzeba zrobić? Wystarczy zarejestrować swojego bloga na stronie Blogosfery Canpol Babys pod linkiem podanym o tutaj --->  BLOGOSFERA .
W najbliższej edycji do zdobycia 30 zestawów "Toys". :-)
 

piątek, 23 czerwca 2017

Książki kucharskie dla mamy i maluszka

Każda matka chce jak najlepiej dla swojego malucha, chce aby jej dziecko jadło mądrze i zdrowo bez śmieciowego jedzenia które w dzisiejszych czasach możemy znaleźć nawet w produktach dla niemowląt. Żyjemy w takich czasach, że zewsząd jesteśmy (my jako matki) wręcz bombardowane informacjami o tym co i  jak powinnyśmy podawać do jedzenia, w jakich ilościach, z jaką częstotliwością aby nasze dziecko mieściło się w opracowanych przez expertów tabelkach i widełkach jeśli chodzi o wagę i wzrost.  I wszystko byłoby super gdyby każdy przekaz był taki sam, wszyscy myśleli jednakowo, każdy expert od żywienia albo też pseudo expert potwierdzał jedną sprawdzoną metodę. Ale nie ma tak dobrze, nie żyjemy w świecie idealnym i na jeden temat zawsze jest tyle opinii i zdań ile ludzi nim zainteresowanych. Ja zaczynając rozszerzać dietę mojemu synowi wręcz zgłupiałam bo na prawdę nie wiedziałam kogo słuchać, kto ma rację i co jest najlepsze dla mojego dziecka. Dużo rozmawiałam z koleżankami które mają dzieci i każda tez mówiła co innego. Mało tego, lekarze pediatrzy także rozbiegali się w tym temacie i doradzali zupełnie różne rzeczy. Po kilku tygodniach tej męki stwierdziłam DOŚĆ! Muszę sama zacząć działać i opierać się na swoim instynkcie bo to wszystko prowadzi tylko do pogłębiającej się frustracji. Skupiłam się na tym co podpowiadał mi zdrowy rozsądek, na produktach zdrowych, bez cukru a jeśli już to cukry naturalne i sporadycznie. I jakoś poszło. Strzałem w 10 był zakup kilku książek z przepisami z których korzystam cały czas i są w nich świetne przepisy dla całej rodziny. 
Pierwsza w ręce wpadła mi "U malucha na talerzu" Marta Jas-Baran i Tamara Chorążyczewska. Ksiązka fajnie napisana prze młodą mamę, przepisy pogrupowane wg wieku dziecka co bardzo ułatwia sprawę gotowania. W przepisach składniki również dobrane tak aby dziecku nie zaszkodzić. I co ważne wszystkie składniki do dań z ksiązki ogólnodostępne w każdym sklepiku i warzywniaku. Tak więc nie trzeba jeździć i szukać na końcu świata, osiedlowy warzywniak i okoliczny mięsny wystarczą. Przepisy z czasem zaczęłam odrobinę modyfikować, jak czegoś nie miałam to próbowałam w to miejsce wrzucić jakiś inny składnik i było zawsze ok. Polecam z czystym sumieniem.
Kolejna pozycja również warta uwagi to "Alaantkowe BLW" Joanna Anger i Anna Piszczek. Wspaniałe przepisy zarówno dla maluchów, dla starszaków  jak i dla dorosłych. Zakochałam się w książce bo oprócz tego ze fajnie wydana, to przy każdym przepisie znajdziemy oznaczenia dotyczące tego czy danie np. zawiera gluten, nabiał, jajka czy jest w pełni wegetariańskie. Dla mnie bomba bo nie muszę czytać całego przepisu aby wiedzieć czy jest odpowiedni dla mojego dziecka albo czy jest taki na jaki mam właśnie ochotę. Duża różnorodność przepisów. Tak samo jak w poprzedniej pozycji wszystkie składniki do dań łatwo dostępne w każdym sklepie. Przepisy jasne, rozpisane krok po kroku, zawierają informacje nawet o tym jakie naczynia  powinniśmy przygotować do wykonania danej potrawy. Jestem zachwycona i zadowolona z zakupu książki. Poza tym często zaglądam też na bloga obu pań, na którym jeszcze więcej przepisów i inspiracji.

"Bobas Lubi Wybów - Książka kucharska" Gill Rapley i Tracey Murkett to kolejna pozycja po którą z radością sięgam szukając inspiracji co zrobić na obiad dla dziecka. Osobiście sięgam często, mam jeszcze sporo potraw na swojej liście które chciałabym zrobić bo bardzo podobają mi się przepisy. Również jasno wszystko opisane, nie trzeba się zastanawiać, można czerpać całkowitą przyjemność z gotowania :-)
Gdybym miała kupić jeszcze raz te ksiązki to nie wahałabym się ani minuty. Ktoś może powiedzieć, po co kupować książki, teraz wszystko jest w internecie? No więc, ja jestem z tych osób starej daty i jednak zapach farby drukarskiej, uczucie dobrej jakości papieru pod palcami, szelest kartek... to przeżycie dla mnie bardzo piękne i między innymi dlatego mam w domu stosy książek ;-)

sobota, 17 czerwca 2017

TULA JASPER - mam i ja

Wszystkim, którzy są rodzicami lub tematy parentingowe są im bliskie nie trzeba tłumaczyć co to jest TULA. Ja dowiedziałam się o niej po tym jak zostałam mamą i chciałam bezpiecznie nosić swoje dziecko. Mowa oczywiście o nosidle ergonomicznym. Zdecydowałam się na zakup mając w perspektywie wyjazd z moim synem na wakacje. Wiedziałam, że jazda wózkiem po piasku może być trudna więc postanowiłam zainwestować w nosidło w którym bezpiecznie będzie mógł podróżować po plaży mój roczniak. TULA to był strzał w 10. Mój syn zaakceptował ją od pierwszego noszenia. Jest bardzo wygodna zarówno dla rodzica jak i dla dziecka. Pasy naramienne są super miękkie a pas biodrowy jest szeroki i stabilny. Nosidło jest tak skonstruowane, że ciężar dziecka spoczywa głównie na naszych biodrach dzięki czemu ramiona nie są tak bardzo obciążane i praktycznie nie czuć, że niesie się ten słodki ciężar na swoich barkach. Dziecko zaś siedzi w bezpiecznej dla siebie pozycji z szeroko rozstawionymi nóżkami, które materiał nosidła podpiera aż pod kolanka. Jest to tak zwana potocznie pozycja żabki, bezpieczna dla bioderek i korzystnie wpływająca na ich rozwój. 

TULA to także ogromny wybór wzorów i kolorów. Każdy znajdzie coś dla siebie. Musze przyznać że ja miałam duży problem z wyborem wzoru, ponieważ jest ich tak dużo a jeden ładniejszy od drugiego. Decyzję pomógł podjąć mi mąż i  ostatecznie zdecydowaliśmy się na TULA JASPER. Piękne, żywe kolory, fantastyczne wykonanie, dbałość o wykończenie, materiały użyte do uszycia nosidła bardzo wysokiej jakości.
W nosidle tym dużym plusem jest to, że można nosić dziecko zarówno z przodu przed sobą jak i na plecach. Dołączony jest również odpinany kapturek chroniący główkę dziecka przed wiatrem, słońcem czy deszczem. Mimo, że cena nie jest niska to kupiłabym bez zastanowienia jeszcze raz to nosidło. Spełnia wszystkie moje wymagania a i syn bardzo dobrze się w nim czuje i kiedy czuje się zmęczony sam woła żeby go wziąć do TULI. :-)


poniedziałek, 13 marca 2017

Banana bread czyli chlebek bananowy

Chyba wszyscy już znają ten modny ostatnimi czasy przysmak. Smaczny, zdrowy, łatwy w przygotowaniu, czego chcieć więcej :-) Ja stałam się jego fanką od pierwszego zrobienia i jest bardzo częstym gościem na moim stole. W internecie jest bardzo wiele wariacji na temat tego ciasta więc ja postanowiłam przedstawić swoją. Robiłam go już wiele razy i za każdym razem wychodzi świetnie - to jest jego niewątpliwa zaleta.

Składniki:

- 4 rozgniecione banany ( jeśli są bardzo duże wystarczą 3)
- 1 szklanka mąki ryżowej
- 1 szklanka mąki jaglanej
- 1,5 szklanki mleka
- 1/3 szklanki oleju
- 1 łyżeczka sody
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia

Przygotowanie:

Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Widelcem rozgniatamy banany. Wszystkie suche składniki mieszamy ze sobą w misce. Dodajemy mleko i olej, mieszamy. Do wymieszanej masy dodajemy rozgniecione banany. Mieszamy wszystko razem. Przekładamy na wyłożona papierem do pieczenia formę. Pieczemy około 40 minut w 180 stopniach. Po upieczeniu wyjmujemy na kratkę i studzimy. 

Robiłam go już dodając orzechy, migdały, wiórki kokosowe, żyrawinę suszoną, rodzynki i za każdym razem smakuje super. Można tez kombinować z mą. Orkiszowa, jaglana, żytnia , pszenna , można mieszać, kombinować jak tylko chcemy

Smacznego! :-)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...